Na siłę szukaliśmy lekarza, dzwoniłam do naszego ale nie odbierał. W końcu trafiliśmy do znajomej laryngolog, umówiliśmy się na sobotę rano. I co się okazało? lekko zaczerwienione gardełko i coś zwężonego w nosku...
dostał 4 rodzaje lekarstw!
w niedzielę dalej utrzymywała się gorączka - 39C! ok. 15 popołudniu Filipek zaczął strasznie płakać i to tak nagle z niczego. Starałam się go uspokoić ale na darmo! bez skutku.
W końcu uznaliśmy, że trzeba jechać do szpitala na SOR. W drodze - tragedia!
Trzymałam go cały czas na rękach, nawet nie zapinałam w fotelik... nagle dostał silnych drgawek, błyskawicznie zrobił się siny na buzi, przestał oddychać i tak jakby zemdlał nie było z nim żadnego kontaktu, leciał mi z rąk! do tego oczy poszły w górę i też były sine
(chyba opatrzność nad nami czuwała!) od razu zadzwoniła po pogotowie.
Gdy wróciłam do synka zaczęła mu się toczyć piana z ust... wiadomo jaka gadka z pogotowiem, pani wdała się w dyskusję a z Filipkiem było coraz to gorzej!
Dyspozytorka powiedziała, żeby położyć go na ziemi na plecach i nie ruszać.
Mąż robił co innego zaczął resuscytację, próbował mu otworzyć buzię ale dostał szczękościsku
Potem przyjechała straż i założyła maskę, następnie helikopter i na końcu pogotowie. Nim zawieziono nas do szpitala dziecięcego w Krakowie. Byliśmy na oddziale pediatrycznym 4 dni - co się okazało? - trzy dniówka i drgawki gorączkowe, na 4 dzień wyszły nam na całym ciele czerwone plamki... ponoć organizm przez krew pozbywa się wszystkich toksyn... więc lekarze mówili, że dobrze że wyszła bo wszystko już było dla nich jasne. Wypisano nas do domu.
To co wtedy przeżyliśmy nie da się opisać! Nikomu z Was tego nie życzę!
Dziecko w szpitalu, codziennie inne badania, normalnie tak go wymęczyli, że aż mi się płakać chciało! wszystko siłą!
Dla mnie to właśnie NIENORMALNE!
Gdyby nie ta pani, to nie wiem co by się wydarzyło! Nawet dzwoniła do mnie w poniedziałek zapytać jak Filipek bo się strasznie denerwowała i nawet (obca osoba!) w nocy nie spała, bo cały czas myślała!
Obiecałam, że przyjedziemy wszyscy jak tylko synek wydobrzeje i osobiście jej jeszcze raz podziękujemy.
Czy Wy też miałyście takie przykre zdarzenia?
Podobno 3-dniówkę ma się tylko raz w życiu i te drgawki tyczą przeważnie chłopców!
*Przepraszam za chaotyczność!










