a mnie ostatnio małz ( niegdys główny wróg porodów rodzinnych) zaskoczyl - dentystka usuwała mi korzeń, a nie mogła mnie znieczulić i w końcu mówię, żeby wyciagała na zywo, bo juz i tak nie znieczuli, Szymon potem mówił, ze mial ochote jej trzepnąć, że tak cierpię ( bosh, jak to bolało

), no to ja mówie, że może jednak nie powinien ze mna rodzić, to ten się oburzyl : że jak, że gdzie, on musi byc, on musi przypilnowac, zresztą oszalałby na korytarzu. To dopiero ekstremalna metamorfoza
