No to u mnie jest podobnie, jak u Alki czy Sylwiczki. Moj też jakoś nie szaleje. Normalnie robię zakupy, gotuję, sprzątam. Nawet jak ja też w pracy byłam. Ale się nie przejmuję. Wiem, że jakby coś niedobrego się działo (tfu, tfu) i musiałabym leżeć, on by sie wszystkim zajął.
Tylko co mnie trochę denerwuje... Jak mu mówię że mam ochotę na coś, czego nie wolno zjeść (np. metkę) bo zaszkodzi, to zawsze mówi że jego mama wszystko jadła, i wszystko zawsze było w porządku. Tak jakby nie rozumiał, że to chodzi o zdrowie Robaczka, a nie o moje widzimisię
Troszkę mi przykro, że on nie uważa odpowiedniej diety ciążowej za coś istotnego, wszak to chodzi o dobro też Jego dziecka.